Islandia 2012

Czesc Zeglarze i Przyszli Zeglarze.

Na poczatek galeria zdjęc:

https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=108180419608607206684&target=ALBUM&id=5760317584749985057&authkey=Gv1sRgCMjkwtye5_j4qQE&feat=email

A wiec bujamy sie po oceanie juz 7 dzien, a przede mna jeszcze 4 lub 5. Jestesmy w centrum nizu, przechodzimy na jego poludniowa czesc. To omijanie kosztowalo nas jakies 250 Nm ale innej drogi nie bylo. Z Reykjaviku do La Coruny, nonstop.
Ale po kolei. Najpierw Norwegia.
Przepiekne widoki, wszedzie glebokie fiordy, sporo bezpanskich miejsc do cumowania. Jakies stare firmy, opuszczone domy, nieczynne przystanie promowe. Wszedzie gleboko i darmo, wieczorem czasami takie zachody i woda jak na Mazurach. Probowalem lowic ryby i po pierwszych niepowodzeniach byly nawet sukcesy, nawet moja Amela zlapala. Wszystko pieknie, ale ….pada. No cholera pada czesto, a moj maszt na kilu nieuszczelniony przy pokladzie za dobrze, tzn uszczelniamy ale popracuje i jednak pare kropel zawsze sie tam pojawia. Oprocz tego DROGO, ale piekniej niz drozej.

Juz w Norwegii zaczely sie problemy ze sterem, czasami , aby wycylic pletwe trzeba bylo krecic kilka obrotow, w jedna np 5 w druga ylko 3 jak powinno byc. Sterowanie mam hydrauliczne, wiec odpowietrzylem, ale nie pomaga. Diagnoza, padla pompa.
Mam druga, wiec wymieniamy i…. super wszystko dziala, no to jedziemy.
W czasie przelotu na Islandie, steruje autopilot, wiatr do 35 kn, zasuwamy jak cholera, zegluga mokra, pod wiatr, fale leja sie nawet czasami do kokpitu, splywaja grubymi strugami przez polpoklady na rufe. Po dwoch dniach siada, ale wiem z prognozy, za za pare godzin bedzie powtorka, tylko z innego halsu.
I w tym spokojnym momencie autopilot sie wylacza, zglasza blad, ruder reference. Ok, no trudno, przechodzimy na reczne, a tu niespodzianka, znowu mozna sobie krecic kolem po kilka obrotow i nic, w prawo ok, a w lewo tylko 10 stopni na strone i potem luzne kolo. Zagladam do achterpiku, a tam …..tona wody. O jak dobrze, ze ja grodzie mam, bo bylloby w jachcie. Ta woda uniosla banke z olejem, ktora wplynela pod silownik steru i go zablokowala. Pompujemy, zagladam, szukam dziury i     nie zakrecilo sie wentylatorow, jak szla ta woda po burcie to przez dwa dni wreszcie sie nalalo. Wyjasnil sie rowniez problem z autopilotem. Zalalo czujniki polozenia steru, a bez tego ani rusz. Ok, suszymy, rozbieram czujnik, poprawiam polaczenia , izoluje, podwieszam zlaczke wysoko w achterpiku i ….dziala. Ale sterowanie reczne, ma te same objawy co wczesniej, raz jest , a innym razem trzeba sie nakrecic 10 razy kolem, zeby wycylic pletwe o 10 stopni. No Dar Mlodziezy. A wiec, pompa byla dobra, jest zla, popsula sie jak ta pierwsza, cos niszczy pomy. Moze autopilot. Mam bardzo mocny i jak sie okazuje bardzo dobry autoplot Raymarine z pompa constans running, halasuje, piszczy, ale na razie na kazdej fali, nawet na przebranych zaglach daje rade. W czasie zeglugi prawie go nie wylaczamy.
Dzwonie do Polski, rozmawiam z mechanikami, opisuje sytuacje i mowia mi Panowie Brokos, ze to niemozliwe, zeby dwie pompy poszly, ze to sa dobre pompy, zebym nie kupowal trzeciej nawet z innej firmy, najwyzej wymienic zawor zwrotny, ktory mam nietypowy taki przelaczany. Ok, zamawiam sam zawor z Vetusa z „czarnej” profesjonalnej hydrauliki, oprocz tego zwykle dwa zawory hydrauliczne z okuciami pasujacymi do wymienianego zaworu.
Rumpel awaryjny laduje na koszu rufowym, gdzie jezdzi do dzis, do zalozenia w 20 sekund. Jedziemy dalej na Islandie, na autoplocie. Deszcz, zimno, mgla, juz sie zblizamy, na radarze kropka, wyrazna kropka, nie ma na AIS, nie ma nic na mapie, mysle sobie jakis duzy bez AIS, moze wojskowy, no nic nie widac. Zmieniamy kurs, kropka wyrazna na radarze, wypatruje lornetka , no i jest…..wysepka. Dopadam mapy, co to ????  Nie ma na mapie???  Otoz mapy Navionics to mapy wektorowe i trzeba uzywac zawsze maksymalnych powiekszen, a nie tak plywac zeby ladnie bylo nas widac i Islandie co jest za 20 Nm. Zblizam mape i jest, druga sprawa, ze jest tam Racon, jest swiatlo, nic nie dziala. Nauka, na szczescie za darmo.
I jest !!!   Slonce, gory w sniegu, powietrze przejrzyste, ze mozna kroic, zielone stoki i kolorowe domki. DJUPAVIGUR.
Moj pierwszy port na Islandii. Szykujemy sie, rumpel awaryjny na trzon, sterowanie reczne dziala bez problemu, wchodzimy.
Stajemy przy nabrzezu przetworni, przychodzi Harbour Master, ktory jest wozkowym w przetworni ryb i mowi, ze ma tu miejsce przy plywajacym pomoscie za 10 euro z pradem i woda. Przestawiamy. Radosc w zalodze, bo nie wszyscy dobrze zniesli te 4 i pol dnia, bylo roznie, z checia opuszczenia lodki na Wyspach Owczych wlacznie. Choroba morska nie wybiera.
Zaraz przychodzi Polak, gadamy, pytamy o ryby, a on , ze przyniesie, bo w przetworni pracuje o 1500. Ok, my na basen, tam sami, goraca woda, slonce jak cholera, temp 12 w cieniu i 18 w sloncu. CUUUUUDOOOOWNIE.  Jest Piotr, z rybami. Trzy wielkie ryby, jakas i dwa karmazyny. Wyborowa litrowa zmienia wlasciciela. I tak juz bylo na tej Islandii, Polacy, baseny, ryby, slonce, cumowanie do kutrow za free, przyroda, ptaki…. W sumie spotkalismy 3 jachty, niemiecki, holenderski i polski Garfield z Gdanska. W Hafnafjordur bylismy pierwszym jachtem w tym roku (sierpien).

W natepnym porcie byla wycieczka na lodowiec i takie takie tam przyziemne sprawy. Ciekawiej bylo dopiero w Grindaviku, gdzie mielismy sie spotkac z Sylwia i Amelia.
Wchodzimy na odplywie, sterowanie reczne od kilku dni dziala bez zarzutu, rumpel przed portem tradycyjne zakladamy mimo wszystko, wchodzimy juz w basenie portowym i ….sie zepsulo, delikatnie mowiac, luzne kolo sterowe. No to jeden na rumpel, ster prawo, tak trzymaj, zero. Kurs na sternika mi sie przypomina, manewry w ciasnym porcie silnikiem w przod i w tyl na rumplu, ale poszlo zadziwiajaco dobrze. Rumpel ma 160 cm dlugosci wiec naprawde mozna nim sterowac. Teraz nie ma zartow, jest Sylwia, a z nia zawory, wiec najpierw zawory wymieniamy we dwoch z Michalem, reszta na wycieczke, nie przeszkadzac.
Wymienione, odpowietrzone sprawdzamy. To samo, czyli pompa pewnie. Michal zaglada pod kolumne steru, czy jak krece to sa jakies odglosy z tej pomy. Krec drze sie, no krece mowie, nic sie nie kreci odpowiada. CO JEST ????

Analizujemy i mamy, walek co wchodzi pod poklad z kolumny steru i dalej idzie na kardan i na pompe zakonczony jest zlaczka. Tam byl klin i sie scial. Raz bylo, raz nie bylo przeniesienia napedu na pompe. Zadna pompa nie zadziala jak sie nia nie zakreci, ale jak przepuszczalo, to ciezko bylo stwierdzic, teraz jak zmielilo klina na dobre no to widac. Rozbieramy. Rower , koncowka w kieszen i do najblizszej przetworni ryb, 200 metrow. Laduja TIRA, dzien dobry krzycze po polsku bo wozki nie proznuja. No czesc slysze, sluchaj, tata i taka sprawa. Dostaje namiary na mechanika, tez Polak. Jade nastepne 500 metrow, spotykam Adama, zlota raczke , 6 lat w Islandii. Jego szef, w porzadku gosc, zgadza sie by Adam rzucil wszystko i nam pomogl. Narzedziownia, spawarki, wszelkie maszyny na wysokim poziomie, do tego sklep i hurtownia olejow, srub i narzedzi. Nie moglem lepiej trafic. Dorabiamy kliny, przerabiamy zlaczke gwintujac po bokach otworyna fi 10 sruby z wpuszczanym lbem.

Adam to zabiera, idziemy na jacht, gadamy, ma zone Islandke, urodzily mu sie blizniaki. Co ciekawe, mowi, ze z mieszanych malzenstw polsko-islandzkich jest duzo blizniakow. Jak natura juz te geny obce zobaczy to z radosci podwojnie robi mysle sobie. 300 tys Islandczykow i 10 tys Polakow. Troche im tutaj polskiej krwi zostawimy, i dobrze.
Adam robi fachowo, wszystko dziala, pompa i jedna i druga sa dobre. Place za naprawe 47 euro. Zostawiam 50, a co tam )))
Dla Adama ptasie mleczko z wedla.

Potem sie okazalo, ze takie warsztaty, sklepy i hurtownie to u nich standard. Wysoka kultura techniczna, jak w calej Skandynawii. Pracowici, dobrze wyksztalceni, daja sobie rade w tej Islandii. Trafiamy na sloneczny tydzien. Pogoda jak u nas w maju powiedzmy. Udal sie pobyt. Ceny za porty, minimalne, albo free, paliwo do kutrow po 4,2 zl, jedzenie drozsze niz w Polsce, ale tansze niz w Norwegii. Podobno zima nie jest tak wesolo, deszcz pada poziomo, ludzie maja depresje. Ale moja Islandia niech pozostanie taka jak ja widzialem. Na pewno tu wroce.

A teraz z nowa zaloga. Moj syn Filip i kolega Piotr, na pokladze, postanowilem jedny skokiem do La Coruny w Hiszpanii poplynac i tak sie tutaj z nizami wymijamy. Teraz juz 1057 Nm na kiczniku z Reykjaviku, do celu jakies 600. Lodka sie prwdza, taki przelot to juz jak przez Atlantyk prawie, sprawdzam jak to z pradem (agregat), woda (odsalarka), na razie widze, ze moge przez Atlantyk plynac spokojnie, na Horn jeszcze trzeba troche popracowac.

Pozdrawiam
Grzegorz 50  20,2  N     019 50,3 W

https://picasaweb.google.com/lh/sredir?uname=108180419608607206684&target=ALBUM&id=5760317584749985057&authkey=Gv1sRgCMjkwtye5_j4qQE&feat=email

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s